Aktualności

Położna środowiskowo-rodzinna, nieoceniona pomoc dla przyszłych Mam

Rozmowa z Lucyną Mirzyńską, położną dyplomowaną i środowiskowo-rodzinną, autorką książki Pierwsza pomoc w nauce macierzyństwa. Sprawdzone rady położnej rodzinnej Wydawnictwa eSPe. /foto Magdalena Głodek /

– Jak wygląda Pani dzień pracy?

L. Mirzyńska: – Rozpoczynam go wcześnie. O 7.00 prysznic i koniecznie kawa z ekspresu, płatki owsiane oraz siemię lniane (tak, tak staram się jeść to, co polecam moim pacjentkom). W trakcie śniadania już odpisuję na SMS-y. Moja praca to też kontakt telefoniczny z pacjentkami, więc w drodze na wizytę odbieram telefony. Najpiękniejsza część mojej pracy, to czas pierwszej wizyty, gdy poznaję swoich podopiecznych w ich domach. Każda wizyta, każdy dom to nowe doświadczenie, to radość, gdy widzę, jak wiele daje kobiecie przygotowanie na edukacji przedporodowej. Te spotkania odbywają się u mnie w gabinecie, od 21. tygodnia ciąży i na nie codziennie poświęcam część mojego dnia. Pracuję na kontrakcie z NFZ, dlatego też (niestety) moja praca do duża liczba wypełnianej dokumentów, choć wolałabym by rodzina, którą się opiekuję nie widziała mnie zanurzoną w papierach. Kończę wizyty późnym popołudniem. Wieczór poświęcam na kontakt internetowy, fachową literaturę i przygotowanie się na kolejny etap edukacji przedporodowej. To również czas dla rodziny, moje zwierzaki i kwiaty.

 

– Przy tak intensywnie wypełnionym dniu, jak dzieli Pani czas między zawodowe obowiązki a prywatne. Wszak jest Pani autorką publikacji chętnie czytanej przez mamy, ale i nie tylko.

L. Mirzyńska: – Rodzina rozumie, że w tygodniu numerem jeden są moje pacjentki. Na szczęście mam już dorosłe dzieci i wspierającego mnie w obowiązkach domowych męża. Lubię swoją pracę. Zapewne dzięki temu, że jest to i moja pasja. Cieszę się z każdego dnia pracy, każdego powrotu i urlopu. Mąż dba o mój wypoczynek – porywa nas poza Kraków i wtedy mam „obowiązek” wyłączyć komórkę. Uwielbiam spacery z psem i jest to czas na wyciszenie lub relaks poza hałasem miasta. Czasem leniwe chwile łapię na hamaku w ogrodzie u rodziców. O moją sprawność fizyczną stara się zadbać córka wyciągając mnie na zajęcia fitness.  Żałuję, że brak mi czasu na kuchnię, ale wiem, że smaczne jedzenie można zrobić szybko posługując się gotowymi półproduktami.

 

– Przyszłe mamy poszukują położnej. Szukają oczywiście najlepszej. Często polegają na tzw. podpowiedzi swojej koleżanki, która do opieki okołoporodowej poleca sprawdzoną przez siebie położną. Zapytam przewrotnie: Jaką położną jest Pani? I gdzie szukać „sprawdzonej” osoby?

L. Mirzyńska: – Jaką jestem położną? O, na to powinny odpowiedzieć moje pacjentki.

Mimo 30. lat pracy wiem, że ciągle muszę się uczyć, a studia oraz kursy i szkolenia nie wyznaczają granicy wieku. To, co mam zrobić albo robię „na maxa” dobrze albo odpuszczam. Czas mojej pracy to nauka, nabieranie doświadczenia z każdą wizytą i kolejną rodziną. Doświadczenie podpowiada mi: aby uniknąć rutyny, należy się uczyć-nabieramy wtedy pokory do wykonywanego zawodu.

Łatwiej mi odpowiedzieć, jakim jestem człowiekiem: kocham życie i uważam, że człowieka poznaje się poprzez uśmiech, zaś do życia potrzebuję wyzwań, a to, co przede mną jest fascynujące. Nie żałuję swoich wyborów, czasu który spędziłam ze swoimi dziećmi, miłości do zwierzaków, planów i marzeń o tym, co jeszcze mogę zrobić.

„Kochać drugiego człowieka oznacza wielką pracę nad sobą” – ja nadal pracuję.

– Skąd zatem zawód niektórych mam, że położna była niemiła albo nawet oschła? Miały nawet żal, że nie czuły się komfortowo podczas porodu. Dlaczego tak jest?

L. Mirzyńska: – Wiele kobiet niestety nie dokonuje świadomego wyboru położnej. Tylko kontakt w ciąży, osobiste poznanie gwarantuje zaufanie z obydwu stron. Kobieta przygotowana do porodu wie również, jak rozmawiać z personelem medycznym w szpitalu.

Usprawiedliwiając choć trochę moje koleżanki położne pracujące w szpitalu powiem:  praca na porodówce jest bardzo ciężka i fizycznie, i emocjonalnie. Czasem w naszym świecie trudno o uśmiech.

Zdaję sobie sprawę, że i różne są opinie o położnych rodzinnych, ale w tym przypadku naprawdę dużo zależy od kobiety. Nie ma rejonizacji, nikt nikomu nie może narzucić położnej. Trzeba ją sobie samej wybrać oraz poznać  i uczyć się od niej. Wtedy na wizytach po porodzie uniknie się rozczarowania.

W 21. tygodniu ciąży osoba sprawująca ciążę ma ustawowy obowiązek poinformować kobietę o możliwości wyboru położnej rodzinnej. To połowa ciąży, czyli dużo czasu, który można poświecić na przygotowanie się do macierzyństwa. Standard mówi nam o możliwości bezpłatnego przygotowania przez położną rodzinną. Te spotkania (według NFZ obejmują 26 tematów) to coś więcej niż szkoła rodzenia. Świadoma tego kobieta wybierze odpowiednią dla siebie położną.

 

– Nie bez powodu pytam o poród, gdyż jest to ważna chwila w życiu większości z nas. Znaczna grupa rodziców decyduje się na prywatną opiekę okołoporodową nie wiedząc o obowiązującym od stycznia br. rozporządzeniu Ministra Zdrowia, które zapewnia ciężarnym bezpłatny szeroki wachlarz opieki. Wśród zapisów jest ten, dający prawo do wiedzy na temat przechowywania krwi pępowinowej. Jak wygląda to w praktyce? Czy Pani podopieczne są informowane o biologicznej polisie na życie dziecka?

L. Mirzyńska: – Tak, są informowane. Jest to wpisane w standard opieki okołoporodowej, dlatego też jednym z tematów edukacji przedporodowej jest prezentacja na temat bankowania krwi pępowinowej. Chcę, żeby ciężarne znały ten temat i świadomie podjęły decyzję.

 

– Chcemy jak najlepiej dla swoich dzieci. Motto „bo najważniejszy jest uśmiech dziecka” nie bez powodu towarzyszy Pani pracy. Czy udaje się Pani realizować ten cel i czy podopieczne „wracają” do Pani?

L. Mirzyńska: – Wśród moich pacjentek mam i takie Mamy, które zapraszały mnie do wspólnego przezywania ich szczęścia i cztero- i pięciokrotnie! (śmiech) To piękne chwile i bardzo sobie cenię spotkania z całymi rodzinami.

Dwa razy do roku organizuję spotkania dla moich podopiecznych. Spotkanie mikołajkowe – pełne ciepła i w świątecznym nastroju. Jest oczywiście Mikołaj i Anioły oraz wspólne „rodzinne” zdjęcia. Z kolei w maju, z okazji Dnia Położnej, zapraszam całe rodziny do parku na „Spacer z położną”. Skoro takie święto, to chcę je obchodzić z moimi pacjentkami, czyli widzieć „efekty” swojej pracy.

Widzę ten uśmiech  na ostatniej wizycie patronażowej (to wizyta w domu po porodzie u matki i dziecka) bo staram się ją odbyć jako wizytę profilaktyczną około 6. tygodnia życia dziecka.

Mój zawód wiąże się z radością od początku. Ta radość, mimo zmęczenia to i uśmiech zadowolonej, pewnej siebie młodej kobiety, która staje się Dumną Mamą.

– Nie pozostaje mi nic do dodania, jak zaprosić nasze czytelniczki do przeczytania książki autorstwa Lucyny Mirzyńskiej.

 Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Izabella Szum

 

/foto Magdalena Głodek /

Zobacz także:

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Jeżeli nie zgadzasz się na zapisywanie plików cookies, zmień ustawienia Twojej przeglądarki zgodnie z informacjami wskazanymi w Regulaminie strony.Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu.

Darmowy informator

Dziękujemy. Informator został wysłany na podany adres email.