Aktualności

O sztuce noszenia w chuście. Praktycznie, zdrowo i kolorowo

Rozmawiamy o trendach we współczesnej modzie mam. Rzecz nie o sukienkach, ale o chustach, wiązaniach i supełkach ułatwiających codzienność rodziców. Certyfikowany doradca noszenia  – Agnieszka Feliks-Długosz – poda kilka praktycznych porad noszenia dzieci na plecach. By było bezpiecznie i wygodnie. Dla wszystkich.

– Kiedy odkrywamy dalekie zakątki świata, podróżując lub ciesząc oczy obrazami uchwyconymi przez fotoreporterów często widzimy buźki dzieci ledwo widoczne z tobołka na plecach matek. Te, pochylone przy pracach na plantacjach lub domowym krzątaniu spokojnie wykonują swoją pracę. Nie boją się, że maluch wypadnie?

Feliks-Długosz: – Gdyby się bały, to pewnie by tak nie nosiły 🙂

 

– Stąd pomysł noszenia dzieci w ten sposób – przepraszam za kolokwializm: w tobołku na plecach?

– To jest najtańszy i najbardziej dostępny sposób na uwolnienie sobie rąk, a przy okazji zatrzymanie dziecka blisko siebie. Warto przypomnieć, że wózki dla dzieci są stosunkowo „nowym” wynalazkiem, który pojawił się w powszechnym użyciu w czasach rewolucji przemysłowej. Noszenie dzieci leży w naturze człowieka, nie ma dzieci, których w ogóle się nie nosi. Niewielu rodziców może sobie pozwolić na to, żeby każdą wolną chwilę poświęcić dziecku – nawet zrobienie kanapki wymaga wolnej ręki 😉 Zamotanie dziecka z przodu jest zwykle ogromnym ułatwieniem w wykonywaniu codziennych czynności, a noszenie na plecach uwalnia nam cały przód ciała – możemy swobodnie sięgać rękami przed siebie albo np. przytulić starsze rodzeństwo maluszka z chusty. Natomiast jeśli już musimy wyrywać chwasty na grządce, to zdecydowanie lepiej będzie mieć dziecko na plecach, będzie sobie spokojnie leżało 🙂

 

– Skoro Masajki potrafią, to dlaczego my kobiety z krajów rozwiniętych musimy mieć doradcę od wiązania chust? I to najlepiej z certyfikatem?

– Na ten temat mam kilka przemyśleń. Po pierwsze ludy tradycyjne żyją inaczej niż współcześnie większość rodzin w Europie. Są bliżej siebie, dlatego dziecko jest zaopiekowane nie tylko przez matkę, ale też przez innych członków społeczności. Młode kobiety zanim staną się matkami mają już styczność z niemowlakiem i uczą się, jak się nim zaopiekować. Nie potrzebują szkoły rodzenia, nie uczą się kąpania i ubierania dziecka na lalce. Noszą dzieci tak, jak nosiły ich matki.

I teraz wracając w nasze kręgi kulturowe – to nie jest tak, że do nauki chustowania musi być zaangażowany doradca noszenia. Można nauczyć się samemu albo od innej chustującej mamy. Ale skorzystanie z pomocy doradcy może znacznie ułatwić i przyspieszyć naukę. Chustująca mama jest ekspertem w motaniu swojego dziecka. A doradca potrafi sobie poradzić z różnymi dziećmi, różnymi rodzicami – dla każdego znajdzie dobre (roz)wiązanie. A szczególnie warto rozważyć takie szkolenie pod okiem specjalisty, gdy nasz dzidziuś ma jakieś problemy ze zdrowiem, żeby przez nieprawidłowe noszenie mu nie zaszkodzić.

 

– Kto nadaje taki certyfikat? Czy nadanie dyplomu jest weryfikowane przez jednostkę certyfikującą?

– Ja reprezentuję szkołę noszenia ClauWi, gdzie proces certyfikacji ma trzy etapy. Już po pierwszym doradca jest przygotowany do szkolenia rodziców. Po drugim – ma wiedzę dotyczącą dzieci i rodziców z różnymi problemami, schorzeniami. Trzeci etap to napisanie pracy certyfikacyjnej, która ma udowodnić, że poza umiejętnością prawidłowego wiązania doradca posiada też szerokie zaplecze teoretyczne dotyczące fizjologii i rozwoju niemowlęcia w pierwszych miesiącach życia. Pierwsze dwa etapy kończą się egzaminami, trzeci – recenzją dokonywaną przez trenerkę szkoły. Dodatkowo, aby utrzymać rekomendację szkoły należy regularnie odświeżać swoje umiejętności na tzw. refresh’ach. Jeśli chcemy wiedzieć, jaki stopień zaawansowania reprezentuje dany doradca, wystarczy sprawdzić to na stronie internetowej szkoły.

 

– Czy wszyscy rodzice powinni ukończyć „akademię noszenia chust”? Przed urodzeniem maleństwa załatwiamy zwykle wiele ważnych spraw: niezbędne badania, szkoła rodzenia i karmienia, zakup wyprawki, urządzanie pokoju dla dziecka, etc. Kiedy znaleźć czas na doskonalenie techniki właściwego układania materiału?

– Oczywiście, że nie wszyscy muszą się tego uczyć. Najlepiej po prostu podążać za swoimi potrzebami i dziecka. Jeśli dzidziuś świetnie się bawi leżąc na podłodze albo w domu jest wiele rąk do pomocy, to może się okazać, że chusta w ogóle nie będzie potrzebna w tej rodzinie. Jeśli świadomie planujemy korzystać z tego narzędzia, bo wiemy, że poza korzyściami w postaci wolnych rąk, niesie ze sobą także dużo innych plusów dla całej rodziny, to wtedy polecałabym naukę jak brzuszek ciążowy nie będzie jeszcze za duży. Lalki, na których ćwiczymy są ciężkie i duże jak prawdziwe niemowlę, więc musi być na nie „miejsce” z przodu ciała. Dobrze więc nie czekać z nauką do 8-9 miesiąca ciąży. Z drugiej strony ucząc się tak wcześnie ryzykujemy, że do czasu rozwiązania pozapominamy jak się wiąże. Wiązanie lalki różni się też od wiązania dzidziusia chociażby tym, że lalka się nie rusza. Można więc spokojnie zaczekać z nauką wiązania do czasu, kiedy maluszek już będzie na świecie. Tym bardziej, że doradcy dojeżdżają do domu nawet do kilkudniowych dzieci, przywożą chusty, pożyczają, więc nie trzeba mieć swojej, żeby się przeszkolić.

– Ile jest sposobów wiązania chusty? Nosimy chustę wiązaną na tzw. kangurka i plecak. Jest więcej technik?

– Dla najmłodszych dzieci najczęściej poleca się cztery wiązania – kangurka, kieszonkę, plecak prosty i chustę kółkową. Dla większych dzieci wybór wiązań jest jeszcze większy, ponad kilkadziesiąt różnych wiązań. I ciągle są wymyślane nowe 🙂

 

– Opanowaliśmy kunszt wiązania. Było z tym trochę zabawy, bo jak samemu włożyć dziecko do chusty na plecach, kiedy nie ma pomocnej dłoni? Ale załóżmy, że już umiemy. Od którego dnia życia możemy w ten sposób bezpiecznie nosić dzidziusia na plecach?

– W zasadzie od pierwszych dni życia. Oczywiście, jeśli mamy do czynienia ze zdrowym noworodkiem i potrafimy prawidłowo wykonać wiązanie. Gdy mamy dziecko na plecach trudno jest kontrolować symetrię ułożenia jego ciała. Noworodki są jeszcze wiotkie i szczególnie potrzebują dobrego podparcia w trakcie noszenia. Noszenie na plecach powoduje u wielu rodziców dyskomfort, że nie widzą dziecka. W praktyce większość decyduje się najpierw na noszenie w chuście z przodu swojego ciała, a dopiero po jakimś czasie uczą się wiązać na plecach.

 

– Ile dzieci można unieść? Co robić, gdy jesteśmy rodzicami bliźniąt? Czy wystarczy jedna, a może dwie chusty? Mamy jednak jedne plecy…

– Można zawiązać na sobie równocześnie dwójkę dzieci – jedno z przodu, drugie na plecach,  jednak każde z nich w osobną chustę. To sposób nie tylko na noszenie bliźniąt, ale też dzieci o niewielkiej różnicy wieku. Wtedy różne inne kombinacje wchodzą w grę, np. na plecach starszak w nosidle, a z przodu maluszek w chuście. Nie polecam wiązać dwójki w jedną chustę. Zresztą, jak do tej pory rodzice bliźniąt, których miałam przyjemność uczyć, albo przyznawali, że nawet noszenie jednego dziecka znacznie ułatwia im codzienność, albo po prostu nosili dzieci we dwoje – jedno mama, drugie tata.

– Co na to tatusiowie? Garną się do pomocy?

– Trudno mi powiedzieć, jak to jest w ogóle z tatusiami, bo nie mam reprezentatywnego przeglądu rodzin. Mogę powiedzieć, że coraz częściej na szkolenia z chustonoszenia umawiają się ze mną tatusiowe, którzy chcą nosić swoje dziecko w chuście.

 

– Rozumiem, że kolorystyka chust to indywidualna sprawa. Ale czy gramatura chusty ma znaczenie?

– Trochę tak. Gramatura to jest waga tkaniny. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko chusty bawełniane, to chusta o wyższej gramaturze będzie grubsza, a o niższej – cieńsza. Jeśli mamy do noszenia drobnego noworodka, to chusta o wysokiej gramaturze, tj. ponad 300 g/m2, może mu się nie zmieścić pod pupką, wysuwać się w trakcie noszenia. Z kolei przy noszeniu dużych dzieci grubsza chusta się lepiej sprawdzi, bo szerokie poły dadzą ciężkiemu ciałku lepsze podparcie. Cienkie chusty łatwiej zawiązać, dlatego poleca się je osobom początkującym. Do poprawnego zawiązania grubszej chusty trzeba trochę więcej siły, większych dłoni lub dobrej techniki.

Co innego, gdy weźmiemy pod uwagę tkaniny, które oprócz bawełny mają inne włókna w składzie – len, wełnę, wiskozę lub jedwab. Ciężar tych nici, ich gęstość jest inna od bawełny. Na przykład chusty z wiskozą bambusową mają dość wysoką gramaturę mimo, że są cienkie w ręku. Bambus jest po prostu ciężki.

 

– Czyli na wiosnę lżejsza chusta, na zimę – gęściejszy splot?

– Chusta nie służy do grzania ani do chłodzenia – chusta służy przede wszystkim do noszenia. Fajnie, jak rodzice mają budżet na to, żeby kupić sobie różne chusty na różne okazje, ale równie dobrze można nosić dziecko w jednej – od urodzenia nawet do kilkulatka. W chuście ma być przede wszystkim wygodnie. Jeśli ktoś szuka sposobu na noszenie w upały, to polecam bardziej przewiewne wiązanie 😉 A w chłody – odzież dla dwojga.

 

– No właśnie, a jak ubierać dziecko noszone w chuście? W zimę zakładamy ciepły kombinezon…

– Żebyśmy mieli kontrolę nad tym czy chusta jest dobrze dociągnięta, a dziecko ułożone w prawidłowej pozycji, ani my ani dziecko nie powinniśmy mieć na sobie zbyt wielu warstw ubrań. Nie da się dziecka w kombinezonie dobrze zawiązać, bo ubranie utrudni dziecku wejście w pozycję zgięciową, chusta będzie się ślizgać po kombinezonie. W zimne dni dziecko wiążemy ubrane jak „po domu”, na główkę zakładamy czapeczkę, na nóżki wysokie skarpetki i dopiero na nas oboje nakładamy kolejne warstwy ubrań – kurtkę oversize, bluzę pożyczoną od męża, specjalną odzież dla dwojga lub swoją kurtkę, a na dzidziusia – otulacz.

 

– Propozycji warsztatów noszenia chust jest na rynku wiele. Jeśli już się zdecydowaliśmy, to jakie kryterium jest najistotniejsze przy wyborze kursu?

– Dla rodziców ważna jest pewnie cena kursu i odległość od domu 😉 A ja zwrócę uwagę na to, żeby wybierać warsztaty w małych grupach. Żeby doradca mógł pomóc każdemu uczestnikowi, podejść, wytłumaczyć, poprawić błędy, to grupa nie powinna być większa niż 4-5 dzieci (co w praktyce oznacza maksymalnie 8-10 dorosłych). Jeśli warsztaty przewidują większą liczbę uczestników, to powinny być prowadzone przez większą liczbę trenerów. Warto wybierać warsztaty prowadzone przez doświadczonych doradców, ich kwalifikacje można sprawdzić na stronach szkół noszenia. Na warsztatach zwykle pracuje się nad jednym rodzajem wiązania, więc przed zapisaniem się dobrze jest się upewnić, że to wiązanie będzie odpowiednie dla dziecka w danym wieku. Często w opisie warsztatów jest taka informacja. A jak nie ma, to dopytajmy.

 

– Niektóre szpitale podejmują inicjatywę warsztatów z chustonoszenia. Nie jest to jednak powszechna praktyka, jak organizowanie szkół rodzenia dla rodziców. Co Pani sądzi o tym?

– Warsztaty z chustonoszenia dla kobiet w zaawansowanej ciąży to jest nie do końca trafiony pomysł. Na dużym ciążowym brzuszku trudno jest zrobić prawidłowe wiązanie.

Uważam natomiast, że warto na szkołach rodzenia opowiadać o dobrym noszeniu niemowląt i to nie tylko w kontekście chustonoszenia, ale również prawidłowego ułożenia na rękach i tego, jakich narzędzi do noszenia się wystrzegać. Sama prowadzę pogadanki, na których pokazuję, jak nosić noworodka i niesiadające niemowlę, żeby u dziecka nie wyrobić nieprawidłowych wzorców ruchu, a prawidłowo aktywizować mięśnie malucha. W programie większości szkół rodzenia jest nauka kąpania i przebierania noworodka – czemu by nie pomyśleć również o tym, że noszenie dzieci zajmuje często znacznie więcej czasu w ciągu dnia niż kąpiel. A na naukę wiązania chusty przyjdzie czas, jak dzidziuś już będzie na świecie.

 

– Niektórzy uznają, że noszenie w chuście nie jest korzystne na rozwój kręgosłupa i układ ruchu w pierwszym roku życia. Czy są naukowe dowody potwierdzające użyteczność chust w rozwoju dziecka? Są przecież specjalne nosidełka ze stelażem posiadające certyfikat bezpieczeństwa i gwarantujące zdrową pozycję oraz wygodę dziecka w każdym jego miesiącu życia.

– Czy ci „niektórzy” mają dowody naukowe na niekorzystny wpływ noszenia w chuście na rozwój kręgosłupa i układu ruchu? 🙂

Dziecko w chuście nie jest pionizowane, mimo, że jest ułożone pionowo. Pozycja zgięciowo-odwiedzeniowa pozwala odciążyć kręgosłup, a dziecko ma szansę na taką samą aktywność mięśniową jak w sytuacji, gdyby leżało na brzuszku na podłodze. Coraz częściej ortopedzi zalecają chustonoszenie jako wsparcie prawidłowego rozwoju stawów biodrowych, ponieważ w poprawnie zawiązanej chuście nóżki dziecka ułożone są tak, że głowa kości udowej układa się pod idealnym kątem w panewce stawu biodrowego.

Oczywiście każde narzędzie do noszenia można używać dobrze i trochę gorzej. A nade wszystko wskazany jest zdrowy rozsądek. Dziecko nie powinno spędzać w chuście całych dni, nawet jeśli ta chusta jest dobrze zawiązana, a dziecko ułożone w prawidłowej pozycji. Dzieci mają naturalną potrzebę ruchu i trzeba im ten ruch umożliwić. Ale potrzeba ruchu nie jest jedyną potrzebą dziecka. Maluch, który ma gorsze dni, skok rozwojowy, wychodzące zęby, który bardzo potrzebuje czuć się w tych chwilach bezpiecznie, będzie chciał się przytulać do opiekuna. Nie znam żadnego rodzica, który w imię rozwoju ruchowego będzie płaczącego malucha układał na macie, żeby ćwiczył mięśnie. Rodzice mają dość trudne zadanie, żeby zrównoważyć wszystkie potrzeby rodziny i zapewnić dziecku harmonijny rozwój.

A co do certyfikatów nosideł – proszę się wczytać, jakiego rodzaju są to certyfikaty. Certyfikaty mogą dotyczyć tego, że tkaniny użyte do produkcji są bezpieczne, barwniki nie zaszkodzą dziecku. Mogą dotyczyć wytrzymałości pasów i klamr do określonej granicy wagowej. Te certyfikaty mają nawet niezdrowe nosidła-wisiadła, w których dziecko wisi na kroczu, i które nie mają nic wspólnego ze zdrowym noszeniem. Niektóre nosidła mają pozytywną opinię Międzynarodowego Instytutu Dysplazji Bioder i te są warte uwagi. Warto jednak zauważyć, że dziecko składa się nie tylko ze stawów biodrowych – prawidłowego podparcia potrzebuje również kręgosłup. Źle dobrane nosidło (np. za duże na dziecko) mimo wszystkich certyfikatów nie będzie ani wygodne, ani zdrowe. Nosidła warto mierzyć przed zakupem, bo jest z nimi trochę jak z ubraniami – nawet najlepszy model nie na każdej sylwetce dobrze się ułoży.

 

– Co Pani odpowie sceptykom, którzy twierdzą, że jest to moda, która przeminie. I tak trzeba brać wózek, bo w nim można przynajmniej zmieścić zakupy…

– Mam nadzieję, że ta moda tak szybko nie przeminie, bo w moim odczuciu jest to spowodowane większą otwartością rodziców na wsłuchiwanie się w potrzeby dziecka, na wychowywanie dziecka w bliskości nie tylko cielesnej, ale też emocjonalnej. A przecież noszenie w chuście nie wyklucza używania wózka – powiedziałabym, że te narzędzia raczej się uzupełniają, a nie wykluczają 🙂

 

 

Dziękuję za rozmowę.

dr Izabella Szum

Agnieszka Feliks-Długosz – socjolog, certyfikowany doradca noszenia ClauWi®. Prowadzi konsultacje indywidualne i warsztaty z chustonoszenia oraz korzystania z nosideł ergonomicznych. Na co dzień ściśle współpracuje z Centrum Noszenia w Krakowie. Prezes Krakowskiego Stowarzyszenia Noszenia Dzieci.

Zobacz także:

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Jeżeli nie zgadzasz się na zapisywanie plików cookies, zmień ustawienia Twojej przeglądarki zgodnie z informacjami wskazanymi w Regulaminie strony.Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu.

Darmowy informator

Dziękujemy. Informator został wysłany na podany adres email.