Aktualności

Ból w ciąży – stan ducha czy ciała?

Natura obdarzyła kobiety najpiękniejszym darem – byciem mamą. Pierwszy krzyk naszego dziecka to długo oczekiwana chwila, która jednocześnie koi ból okołoporodowy. Jakkolwiek współczesna medycyna łagodzi niedogodności, to wiele kobiet szuka alternatywnych metod radzenia sobie z cierpieniem. Rozmawiamy dziś o tym z Joanną Wąsowską, fizjoterapeutą uroginekologicznym, na co dzień pracującą m.in. z kobietami w ciąży i po porodzie.

– Uroginekologia to specjalizacja, która najczęściej kojarzy się z leczeniem wszystkich form nietrzymania moczu. Czy dotyczy ono znacznej grupy kobiet w Polsce?

J. Wąsowska: – Zdecydowanie tak. Szacuje się, że co trzecia kobieta w Polsce ma nietrzymanie moczu. Występuje ono częściej niż cukrzyca, nadciśnienie i otyłość. Bezpośrednio nie zagraża życiu, więc często jest bagatelizowane, kobiety wstydzą się zgłaszać do specjalistów wobec tego statystyki są mocno niedoszacowane. Nietrzymanie moczu występuje kilkakrotnie częściej u kobiet niż u mężczyzn, do czego predysponują porody naturalne, menopauza, anatomia układu moczowego ale także, coraz częściej dynamiczny sport i niewłaściwe nawyki dnia codziennego (dźwiganie, siedzący tryb życia, niewłaściwa pozycja na toalecie). Nietrzymanie moczu to nie wyizolowany problem w naszym ciele. Na nasilenie objawów wpływają inne schorzenia, często niezwiązane nawet z samym obszarem miednicy mniejszej. Bóle kręgosłupa, zespół jelita wrażliwego, przewlekłe wzdęcia czy zaparcia to tylko niektóre z problemów, które również mogą zgłaszać kobiety. Nasze ciało to zespół naczyń powiązanych, niemal w 80% składamy się z wody, mamy w ciele „nieskończoną sieć” – powięź, zatem leczyć powinniśmy całego człowieka – nie tylko jego nietrzymanie moczu.

Sama choroba zaczyna się niewinnie, od gubienia kropelek moczu przy kichnięciu, śmianiu się – często w młodym wieku, w tym w ciąży. Innym jej obrazem może być zbyt częste chodzenie do toalety, przy małym wypełnieniu pęcherza, związane z nieprzyjemnym uczuciem parcia. Często to wyuczone nawyki, już od samego dzieciństwa (wczesne – przed 2. rokiem życia – odpieluchowywanie, siusianie „na zapas”, przed wyjściem z domu) rozwijają pełen obraz objawów. Jeśli zbagatelizujemy pierwsze sygnały, nietrzymanie moczu osiągnie poziom, w którym trudno będzie go całkiem opanować, fizjoterapię będzie musiała wspomóc operacja, bo tylko wówczas zadbamy o dwie przenikające się składowe każdego schorzenia w ciele – strukturę i funkcję.

Jeśli trudno zrozumieć, jak mocno inkontynencja (nietrzymanie moczu, gazów i stolca) zakłóca codzienne funkcjonowanie, to wyobraźmy sobie kobietę, która każde wyjście z domu podporządkowuje obecnością toalet, nie jest w stanie jechać busem 30 minut, bo ma parcia naglące i popuszcza mocz, codziennie używa wkładek higienicznych. Mimo, że dawniej była aktywna fizycznie, teraz mając 40 lat nie może biegać, chodzić po górach lub rezygnuje z ulubionego sportu – nart, bo raz jej się zdarzyło posiusiać na stoku i ma w związku z tym uraz psychiczny. To opowieści pacjentek.

Szanujemy swoje zdrowie, dbamy o właściwą dietę, ćwiczymy, używamy nawilżaczy i jonizatorów powietrza, palimy mniej papierosów, by żyć zdrowiej, ale nietrzymanie moczu wciąż bagatelizujemy. „Zdarzało mi się, ale przeszło”. Otóż nie, dysfunkcja istnieje cały czas. Rozmowa dotyczy kobiet, natomiast zaznaczyć chciałabym, że na nietrzymanie moczu chorują też mężczyźni, jest ich jednak znacznie mniej i najczęściej po zabiegach prostatektomi.

 

– Z jakimi najczęściej problemami spotykają się młode mamy?

J. Wąsowska: – Urodzenie dziecka jest niewątpliwie radosnym, wzruszającym wydarzeniem, o czym dowiedziałam się dwukrotnie, rodząc swoje dzieci. Jest mi w związku z tym o wiele łatwiej wyobrazić sobie ambiwalencje, z jaką postrzegają swoją nową rzeczywistość młode mamy. Z jednej strony radość, duma, odpowiedzialność, poczucie spełnienia, bezpieczeństwa, a z drugiej…

No właśnie. Może lepiej o tym nie wspominać? Przecież dziecko jest zdrowe. To najważniejsze. Co tam bolące krocze po nacięciu. Co tam mała ilość pokarmu. Co tam baby blues… Powinnyśmy się cieszyć. Powinnyśmy zapomnieć. Powinnyśmy skupić się na maluszku.

Pracując jako fizjoterapeuta z kobietami w ciąży i po porodzie zwracam mocno uwagę na ich samopoczucie, odczucia z ciała, obraz siebie jako kobiety po ciąży i po porodzie, dolegliwości, nawet te wydające się najbardziej trywialne. Mówię im, że nic nie muszą, nic nie powinny. Jesteśmy bardzo wymagające dla siebie jako kobiety. Chciałybyśmy, idąc wzorem mam z Internetu, wracać szybko do „ciała sprzed ciąży”, a moim zdaniem to trochę bez sensu, bo ciało kobiety, która urodziła dziecko, ma w sobie wielką moc. Dlaczego z niej rezygnować? Inną sprawą wydaje się być oczywiście wygląd, o który należy dbać, bez dwóch zdań. Ale z miłości do siebie, nie z niechęci. A ta dbałość niech zacznie się na długo przed zajściem w ciążę, by w niej kontynuować drobne rytuały, co pozytywnie wpłynie na cielesność po urodzeniu maluszka.

Jeśli miałabym wskazać realne problemy, z którymi zgłaszają się młode mamy do mojego gabinetu to są nimi: rozstęp mięśnia prostego brzucha, kontrola blizny po cięciu cesarskim i praca z blizną, boląca blizna po nacięciu krocza, bolesne współżycie lub jego brak spowodowany często dużym napięciem w mięśniach dna miednicy oraz bóle kręgosłupa. Spora grupa kobiet mając świadomość potencjalnych problemów, które ciąża  i poród mogą wywołać, przychodzi po prostu na kontrolę i ku ich radości okazuje się, że wszystko jest w porządku.

 

– Kobiety potrafią wiele wycierpieć, by urodzić zdrowe dziecko. Często słyszą opowieści o trudnych porodach. Czy Pani zdaniem fizjoterapia pomoże kobietom przejść łatwiej przez ten proces?

J. Wąsowska: – Zdecydowanie tak. W obecnych czasach kobiety bardzo często planują zajście w ciążę, zażywają kwas foliowy, baczniej przyglądają się swojej diecie, proszą lekarza o zlecanie dodatkowych badań. Tak samo mogą profilaktycznie, jeszcze przed zapłodnieniem, korzystać z fizjoterapii, by móc rozwiązać problematyczne miejsca w ciele, mogące potencjalnie dawać problemy i dolegliwości w ciąży. Następnie w ciąży, jeśli pojawiają się jakiekolwiek dolegliwości, terapia może je łagodzić lub niwelować. Poród to żywioł. Duży udział w nim ma kobieta i dużą w sobie moc. Zaangażowanie osoby towarzyszącej, personelu medycznego, niekiedy douli w porodzie będą w stanie pozytywnie wpływać na kobietę w stawaniu się mamą. Wydawać by się mogło, że poród kończy „wszystko”, jednak nazbyt często słyszę od kobiet – sama mam również takie doświadczenie – że to połóg jest najtrudniejszym okresem w tej całej hormonalnej karuzeli. Niemal wszyscy skupiają się na dzidziusiu, a tymczasem kobieta ma wiele dolegliwości, które mogą być łagodzone fizjoterapią.

Mówiąc o cierpieniu w stawaniu się mamą, o bólu, zwłaszcza kręgosłupa, o dużym nasileniu, odczuwanym w czasie ciąży, to jest on częściej bagatelizowany niż ból porodowy. „No tak, jesteś w ciąży, zmienia się statyka ciała, tu się rozluźnia, tam się napina to nie dziwne, że Cię boli” albo „Z takim bólem wytrzymam. Urodzę – przejdzie”. Otóż niekoniecznie. To może być początek dolegliwości bólowych, ciągnących się długo po porodzie.

Jedną z głównych przyczyn niekorzystania w ciąży z fizjoterapii jest błędne przekonanie o potencjalnie szkodliwym jej wpływie na dziecko/przebieg ciąży. Nic bardziej mylnego! Takie myślenie skazuje kobiety na co najmniej kilkumiesięczny ból, nierzadko o bardzo silnym natężeniu. Bezpiecznie, oparte na Evidence Basend Medicine (EBM, medycyna oparta na faktach) techniki rozluźniania mięśniowo-powięziowego, terapii manualnej, drenażu limfatycznego, pozycje ułożeniowe, ćwiczenia – w tym oddechowe, ergonomia dnia codziennego, kinesiotaping potrafią przynieść przyszłym mamom olbrzymią ulgę w ich codziennym funkcjonowaniu, o czym przekonują się kobiety korzystające z usług fizjoterapii.

Zdarzyło mi się kiedyś usłyszeć stwierdzenie, że teraz jest moda na terapię/masaż w ciąży czy rozstęp mięśnia prostego brzucha, a wcześniej kobiety tego nie miały. Albo miały i żyją. Zdecydowanie się z tym nie zgadzam. Dawniej nie było tak szerokiej diagnostyki, by wykrywać tyle chorób i dysfunkcji co teraz. Przez to ludzie źle się czuli, chorowali i nie wiedzieli czemu. A to, co najbardziej upośledza zdrowie w starszym wieku to wielochorobowość – nałożenie na siebie wielu dysfunkcji i schorzeń oraz zażywanie leków na każde z nich.

 

–  Łagodzenie bólu porodowego obejmuje metody niefarmakologiczne i farmakologiczne. Te pierwsze obejmują zarówno aktywność fizyczną, techniki oddechowe i ćwiczenia relaksacyjne, ale także metody fizjoterapeutyczne. Dlaczego zatem ten obszar przypisuje się głównie położnym? (Dz. U. z dn. 11.08.2018 poz. 1756, Rozp. MZ w sprawie opieki okołoporodowej,  z dn. 16.08.2018, rozdz. VII, pkt. 9)

 J. Wąsowska: – W kontekście łagodzenia bólu porodowego fizjoterapeuta może uczyć, jeszcze w ciąży, metody psychoprofilaktyki porodowej, czyli metody optymalnego przygotowania psychofizycznego do porodu. Dzieje się to najczęściej w szkołach rodzenia. To metoda opracowana przez prof. Włodzimierza Fijałkowskiego w latach 50. XX wieku. Szczególnie powinno się jej uczyć ciężarne, u których dominują strach i lęk przed porodem. Głównie opiera się na nauce naturalnej interpretacji doznań towarzyszących kobiecie podczas porodu, na przygotowaniu ciała – poprzez techniki oddechowe, relaksację, umiejętność rozluźniania poszczególnych mięśni w ciele, w tym mięśni krocza. Ważne jest, by przekazywać kobiecie same pozytywne komunikaty dotyczące porodu, nie straszyć jej bólem, a wytłumaczyć, że ból – choćby poprzez samą zmianę nazewnictwa – intensywność, doznanie porodowe, odczucia porodowe, odczucia skurczu, może pomóc jej urodzić dziecko. Zatem łagodzenie bólu porodowego powinno zacząć się już edukacją i ćwiczeniami ciała w ciąży.

Osobiście lubię tę formę kontaktu z ciężarną, bo umiejętności merytoryczne, wyuczone mogę oprzeć o własne doświadczenia dobrych porodów siłami natury. Będąc w ciąży inspirowałam się kobietami, które już urodziły i miały bardzo dobre wspomnienia z porodu – poczucia sprawczości swojego ciała. Myślałam wtedy „skoro one mogły, to ja też potrafię”. Przekazuje to uczucie dalej, paniom, które przychodzą do mnie nie tylko z bólem kręgosłupa w ciąży, ale też z masą wątpliwości i obaw. Bo jak wspominałam wcześniej, człowieka powinno leczyć się holistycznie 😉

Położne w łagodzeniu bólu porodowego mają swój udział zarówno w ciąży, świadcząc usługi położnej środowiskowej (które przysługują każdej ciężarnej od 21. tygodnia ciąży), ucząc w szkołach rodzenia, jak i w trakcie samego porodu. Ta rola jest nieoceniona. Od zawsze położne były strażniczkami fizjologii. Mam nadzieję, że tak jest, w jak największej liczbie szpitali.

 

– Pani specjalizacja związana jest również z aktywnością fizyczną podopiecznych – ćwiczeniami przed i po porodzie, masażami, ale i właściwie dobraną dietą. Jak wygląda fizjoterapia pacjentek zdecydowanych na taki trening?

J. Wąsowska: – Coraz częściej zgłaszają się kobiety w ciąży bez żadnych dolegliwości bólowych, chcących dobrać terapię i ćwiczenia, by na przykład uniknąć rozstępu mięśnia prostego brzucha po porodzie lub pozostać aktywną, ale bez szkody dla swojego ciała. Jeśli biorę je pod swoje skrzydła, tłumaczę, że każda fizjoterapia jest procesem. Pierwsza wizyta to dokładny wywiad dotyczący stylu życia, rodzaju pracy, hobby, sposobu spędzenia dnia, ulubionych sposobów rekreacji (kobiecie, która nie lubi wody i nie potrafi pływać, nie będę zalecała basenu 2 razy w tygodniu tłumacząc, że to najlepsza z możliwych aktywności dla ciężarnychJ), przebiegu ciąży i dolegliwości/chorób towarzyszących. Przedstawiam zasady ergonomii dnia codziennego: jak poprawnie wstawać z łóżka, podnosić przedmioty z podłogi i siedzieć na toalecie. Pytam o sposób odżywiania i przekazuję podstawowe wskazówki dietetyczne jeśli widzę, że niekoniecznie są znane. Kolejne terapie to badanie funkcjonalne, rozpoznawanie miejsc w ciele, które są „najsłabszym ogniwem”, rozpoznawanie kompensacji i techniki fizjoterapeutyczne. Dalej możemy uczyć się podstawowych ćwiczeń budujących stabilizację centralną, a więc gorset mięśniowy, utrzymujący odpowiednie ciśnienie w jamie brzusznej i chroniący nasz kręgosłup przed przeciążeniami. Te ćwiczenia obejmują także aktywację mięśni dna miednicy, jednak od razu zaznaczam, że terapia uroginekologiczna nie opiera się na „wzmacnianiu mięśni Kegla”. Fizjoterapeuci uroginekologiczni to nie trenerzy mięśni Kegla. Pozwalając sobie na tę małą dygresję wyobraźmy sobie kilkupiętrową konstrukcję budowalną. Sufity pękają na wyższych piętrach, ściany są mniej stabilne, zaczynają się osuwać, a murarz betonuje kolejną warstwę parteru, żeby ją „wzmocnić” i by lepiej „trzymała”. Tu trzeba działać od samej góry!

Jeśli kobieta opanuje podstawowe ćwiczenia stabilizacyjne, można rozpisać więcej ćwiczeń, na około 15-20 minut dziennie. Według ACOG (ang. American College of Obstetrician and Gynaecologist, Amerykańskie Kolegium Ginekologów i Położników), to właśnie taka jednostka ćwiczeń, ale wykonywana 5-7 razy w tygodniu jest zdecydowanie zdrowsza dla ciężarnych niż 2 treningi tygodniowo po jednej godzinie.

Każdorazowo wspieram terapię zastosowaniem kinesiotapingu – terapeutycznej metody polegającej na aplikowaniu na ciało w ściśle określony sposób (w zależności od potrzeby) elastycznych taśm. Swoje działanie zawdzięczają 24-godzinnej pracy z tkanką i działaniu według zamierzeń terapeuty. Kinesiotaping stanowi wsparcie terapii, przedłuża jej efekt.

Jeśli brak jest dodatkowych dolegliwości ciążowych, zapraszam kobietę w 36. tygodniu ciąży na spotkanie w celu przygotowania ciała do porodu – manualnego oraz poprzez ćwiczenia. Kolejnym razem widzimy się na wizycie poporodowej.

 

– Czy pacjentki wracają do Pani po radę, kiedy stają się ponownie mamami?

J. Wąsowska: – Tak. Zwłaszcza skontrolować, czy nie ma wspomnianego rozstępu mięśnia prostego brzucha, którego wystąpienia ryzyko rośnie u wieloródek. To bardzo miłe dla mnie, to dowód zaufania do moich umiejętności, wsparcie dla mnie, motywacja, by pracować dalej i lepiej.

 

– Coraz liczniejsza grupa ojców uczestniczy w akcji porodowej. Poród rodzinny daje panom wiele niezapomnianych przeżyć, jest dowodem empatii i współdzielenia bólu z rodzącą. Jak wygląda ich rola przy fizjoterapii?

J. Wąsowska: – Najczęściej Panowie przywożą partnerki do gabinetu, czekają przed albo zajmują się noworodkiem tak, by ich kobieta mogła w spokoju odprężyć się psychicznie i fizycznie na wizycie. To bardzo dużo!!!

 

– Skoro wspomniałyśmy o wspólnych doświadczeniach par, to porozmawiajmy nieco o intymności. Czy terapia uroginekologiczna jest zatem kołem ratunkowym dla par? Kobiety mają obawy, że po naturalnym porodzie nie będą już tak atrakcyjne seksualnie dla partnera, że mięśnie się rozciągają i… będzie inaczej podczas zbliżenia.

J. Wąsowska: – I to całkiem zasadna obawa, ale reguły nie ma. Nie ma co się oszukiwać – poród drogami natury obciąża bardzo mocno dno miednicy, a więc – rozciąga pochwę, może uszkodzić mięśnie dna miednicy, odbyt, więzadła i powięź podtrzymujące narządy miednicy mniejszej. Może wystąpić krwiak i obrzęk. Blizna po nacięciu krocza może boleć w zależności od pogody, ciągnąć przy współżyciu uniemożliwiając rozluźnienie i radość z intymnej bliskości. Może uniemożliwić współżycie! Kobieta może nie chcieć oglądać w lustrze swojego krocza, wkładać tampona nawet kilka miesięcy po porodzie. Może nie czuć przyjemności z penetracji, albo nie móc osiągnąć orgazmu. Nasze krocze, pochwa to obszar niezwykle nacechowany emocjonalnym przekazem kulturowym. Kobieta potrafi przyblokować swoje doznania seksualne pod wpływem negatywnych określeń słownych tego miejsca, a co dopiero pod wpływem urazu mechanicznego.

Ważne jest też to, i czasami trzeba wspomnieć kobietom, że zdolność do orgazmu tworzy się w głowie. Jeśli wyczerpane zostają wszelkie możliwości techniczno – anatomiczne satysfakcji ze współżycia, należy poszukać w sobie przyczyn opuszczania swojego ciała w seksie.

Dla pocieszenia wspomnę odwrotną sytuację, gdzie spora grupa kobiet, która przed porodami drogami natury miała dyspareunie, czyli odczuwanie bólu przy stosunku seksualnym lub w kilka –kilkanaście godzin po, to po porodach już jej nie ma. Tłumaczyć to można zwyczajnie rozluźnieniem mocno napiętych ścian pochwy i mięśni dna miednicy spowodowanym przez wychodzącą główkę dziecka.

A zatem poród nie taki straszny, jak go opisują. I pamiętajmy, o czym myślimy, to tworzymy. Budujmy w głowie obraz porodu naturalnego łagodny, sprawczy, intensywny, ale nie traumatyczny. Wyobrażajmy sobie siebie aktywną – bynajmniej nie skaczącą na piłce pod sufit – ale wykorzystującą swoje ciało świadomie do tego, by wypuścić dziecko na świat.

Mówmy wokół o swoich dobrych porodach, inspirując tym samym przyszłe mamy.

 

Dziękuję za rozmowę. Więcej informacji o fizjoterapii uroginekologicznej można przeczytać na stronie www.fizjo-urogin.pl

 

rozmawiała: Izabella Szum

Zobacz także:

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Jeżeli nie zgadzasz się na zapisywanie plików cookies, zmień ustawienia Twojej przeglądarki zgodnie z informacjami wskazanymi w Regulaminie strony.Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu.

Darmowy informator

Dziękujemy. Informator został wysłany na podany adres email.