Aktualności

Bez empatii do porodu – ani rusz!

Rozmawiamy z dr n. zdr. Izabellą Grzyb – psychologiem klinicznym, psychoterapeutą, członkiem zespołu Oddziału Intensywnej Terapii i Patologii Noworodka oraz konsultantem na Oddziale Położnictwa i Patologii Ciąży Szpitala Ginekologiczno-Położniczego Ujastek, a także współpracownikiem Centrum Medycznego Macierzyństwo i założycielką Centrum Psychoterapii i Seksuologii Empatia w Krakowie.

/foto/

Jakie wartości są dla Pani w życiu ważne?

I. Grzyb: Rodzina, zdrowie, miłość, bezpieczeństwo – to wartości, które są niezmiennie dla mnie ważne. Na samym szczycie tej listy są jednak dzieci, które nadają sens i wartość temu, co w życiu robię. Pomimo, że nie jestem typem matki Polki, rozwijam się zawodowo i realizuję w wielu obszarach, to jednak macierzyństwo w dużym stopniu dookreśla moją tożsamość i daje olbrzymią satysfakcję w życiu.

 

Pewnie nie był to przypadek, że tematem szeroko rozumianego macierzyństwa, zaczynając od kobiet starających się o dziecko i leczących na niepłodność, a później kobietami w ciąży czy po porodzie zajęła się Pani zawodowo. Wiadomo, że ciąża to czas, który niekoniecznie jest tylko okresem spokoju i błogiego wyczekiwania, ale to też czas wielu niepokojów i lęków. Czego doświadczają Pani pacjentki?

I. Grzyb: Moje ciążowe pacjentki najczęściej przychodzą z objawami depresji i  zaburzeń lękowych, z których najciekawszym i charakterystycznym dla ciąży jest tokofobia. To zaburzenie niezbyt częste, bo dotyka ok. 6% kobiet i jest związane z panicznym lękiem przed porodem. To taka forma specyficznej fobii, której towarzyszyć mogą m.in. uczucie duszności,  przyspieszona akcja serca, drżenia mięśni, uczucie utraty kontroli, a to wszystko w kontekście samej myśli o porodzie. To są często te kobiety, które obsesyjnie unikają zajścia w ciążę. Znacznie częstsze są inne zaburzenia lękowe, które według niektórych badań dotykają co piątą ciężarną. W tym okresie życia kobiety, lęki i niepokoje ogniskują się często wokół zdrowia dziecka czy możliwych powikłań położniczych. I wreszcie depresja, o której coraz więcej się mówi, zwłaszcza, że nie są to rzadkie przypadki. Proszę zwrócić uwagę, że statystycznie depresja  częściej niż cukrzyca czy nadciśnienie wikła ciążę. Szczyt zachorowań na przypada u kobiet na wiek reprodukcyjny, a ciężarne są w ogóle grupie podwyższonego ryzyka. Jeśli obniżenie nastroju jest znaczące, w przeżywaniu dominuje lęk, smutek, przygnębienie, rozdrażnienie, a kobieta nie ma motywacji do podejmowania aktywności, czy też nic jej nie cieszy – to są objawy, które powinny skłonić do konsultacji u specjalisty. Ważne w takich sytuacjach jest wczesne rozpoznanie i szybkie podjęcie skutecznego działania

 

No właśnie – jak leczy się zaburzenia psychiczne w ciąży, tak żeby nie zaszkodzić rozwijającemu się płodowi? A z drugiej strony – jak groźne mogą być nierozpoznane i nieleczone tego typu zaburzenia w ciąży?

I. Grzyb: Na szczęście leczeniem pierwszego rzutu zaburzeń zarówno lękowych jak i afektywnych w ciąży jest psychoterapia, a więc metoda zupełnie bezpieczna. Leki stosowane są dopiero w cięższych przypadkach, kiedy korzyści włączenia farmakoterapii przewyższają skutki uboczne. Nierozpoznane i nieleczone, czyli takie zupełnie zaniedbane zaburzenia emocjonalne w ciąży mają mnóstwo konsekwencji, zaczynając od powikłań położniczych, chociażby zwiększonego ryzyka porodu przedwczesnego. Kolejno – stanowią ryzyko depresji poporodowej. I wreszcie, wpływają na rozwój płodu, mogą się wiązać z mniejszą wagą urodzeniową czy niższą punktacją w skali APGAR u noworodka. Co ciekawe, skutki nieleczonych zaburzeń emocjonalnych w czasie ciąży mogą mieć długofalowe skutki. Przytoczę tu ciekawe badania, w których oceniane były płody i dzieci matek z zaburzeniami lękowymi w ciąży. Jako płody były hyperaktywne, w 7 miesiącu życia były bardziej nerwowe i płaczliwe niż rówieśnicy, a jako dzieci 9-latki, co ciekawe tyczyło się to bardziej chłopców, byli wciąż nadaktywni, wykazywali deficyty uwagi i przejawiali zachowania agresywne.

 

Specjalizuje się Pani także w dosyć wąskiej dziedzinie psychologii klinicznej, jaką jest diagnostyka najmniejszych dzieci, od urodzenia. Czy obserwuje Pani podobne zależności u swoich małych pacjentów?

I. Grzyb: Nie przeprowadzałam badań w tym zakresie, ale rzeczywiście z moich klinicznych obserwacji i doświadczeń wyłania się dosyć wyraźna  zależność pomiędzy stanem emocjonalnym mamy w połogu czy już później, w pierwszych tygodniach, macierzyństw macierzyństwa, a stanem emocjonalnym noworodków czy niemowląt. Badając takiego malucha przyglądam się poszczególnym sferom rozwoju, włączając  motorykę, manipulację, percepcję, mowę, ale także szalenie ważną  emocjonalność dziecka. Dla mnie jako psychologa rozwojowego istotne jest jak niemowlę czy małe dziecko wchodzi w kontakt, jaki rodzaj więzi tworzy z najbliższymi, jak reaguje na obcych, jaka jest jakość i rytm snu, stosunek  jedzenia, jak się zachowuje. Z tych informacji możemy wyciągnąć wiele wniosków dotyczących rozwoju dziecka, ale także jakości jego relacji z mamą. Odpowiadając na Pani pytanie, rzeczywiście im bardziej niespokojna mama, z szeregiem nierozwiązanych swoich własnych konfliktów wewnętrznych, tym często bardziej drażliwe, niespokojne i płaczliwe dziecko. Oczywiście nie możemy nie doceniać kwestii temperamentu i cech osobowościowych samego niemowlaka, ale wiemy, że na tym etapie rozwoju stan emocjonalny mamy ma wpływ na dziecko.

 

Wróćmy jeszcze do ciąży, tak żeby na koniec trochę uspokoić te kobiety, które doświadczają stanów nadmiernej płaczliwości czy niepokoju. Gdzie jest granica?

I. Grzyb: Ciąża to rzeczywiście stan karuzeli emocjonalnej, pozytywne emocje takie jak euforia, radość, ekscytacja mogą się przeplatać z lękiem, smutkiem, drażliwością. I to w zupełnie normalnie przebiegających ciążach. Jako ciekawostkę przytoczę fakt, że w XIX wieku bardzo często rozdawano diagnozy „szaleństwa ciążowego”, a syndrom ten został opisany nawet w ówczesnej medycznej literaturze. 200 lat później wiemy już, że norma stanów emocjonalnych w ciąży jest bardzo szeroka, a stany przemijającego niepokoju, lęku czy obniżenia nastroju są zupełnie typowe dla tego okresu, zwłaszcza w I i III trymestrze.

 

Dlaczego akurat te trymestry są związane z większą labilnością emocjonalną?

I. Grzyb: Stan psychiczny kobiety w ciąży jest mocno uzależniony od procesów biologicznych. Silne i gwałtowne zmiany hormonalne, jakie zachodzą w I trymestrze mogą być odpowiedzialne za emocjonalną chwiejność, tzw. huśtawkę emocjonalną, gdzie zupełnie normalne jest przeżywanie nawet skrajnych emocji od euforii do stanów depresyjnych. Do tego dokuczliwe objawy somatyczne mogą nasilać i niejako nakręcać te emocje. Nakładają się na to bardzo osobiste doświadczenia – czy była ciąża była planowana, jakie wcześniejsza doświadczenia położnicze ma kobieta, czy jest w stałym związku. I trymestr to czas wielu konfrontacji , bo wiadomo, że ciąża – pierwsza czy kolejna –  zmiana życie kobiety, pary, rodziny. II trymestr czas względnego spokoju, związanego również z biologicznymi przemianami, czasami nazywamy go „miesiącem miodowym”. Dolegliwości somatyczne I trymestru słabną, hormony są bardziej ustabilizowane, a emocje mniej chwiejne. To czas gratyfikacji, kiedy kobieta zaczyna odczuwać pierwsze ruchy i powoli tworzyć więź prenatalną ze swoim dzieckiem. A III trymestr to z kolei czas „wicia gniazda”, kiedy znowu emocje zaczynają się nasilać, zarówno te pozytywne jak i negatywne. Z jednej strony rosnąca ekscytacja i radość związana z bliskością porodu, ale z drugiej często pojawia się lęk przed samym porodem, niepewność dotycząca macierzyństwa i swojej roli, obawy o zdrowie dziecka.

 

Bezpieczeństwo naszych dzieci to synonim zdrowia i ich właściwego rozwoju psychofizycznego. Wspomaga nas w tym dzisiejsza medycyna i nowe technologie. Coraz częściej sięgamy po zastosowanie preparatów z komórek macierzystych do leczenia dzieci z chorobami o podłożu autoimmunologicznym. Już dziś możemy mówić o realnym postępie tego leczenia. Jak z Pani perspektywy to wygląda?  

I. Grzyb: Zdrowie dziecka jest dla rodziców wartością bezwzględnie największą. Wiem doskonale jak wygląda ta walka o życie i zdrowie  na oddziale Intensywnej Terapii Noworodka, gdzie pracuję na co dzień. Współczesna medycyna jest potężnym orężem, które daje szanse w wielu trudnych sytuacjach. Neonatolodzy są teraz w stanie ratować skrajne wcześniaki, co jeszcze kilkanaście lat temu nie było możliwe. Dzisiaj to dzieje się na naszych oczach.  Idąc tym tropem myślenia, nauka i medycyna otwierają dla nas coraz szersze możliwości. Bankowanie krwi pępowinowej wydaje się być jednym z tych przyszłościowych kierunków. Za parę lat może się okazać, że osoby, które w ten sposób zainwestowały, postawiły na najlepszą opcję polisy dla swojego dziecka. Dzisiaj medycyna daje nam ten wybór.

 

Dziękuję za rozmowę.

I. Grzyb: Dziękuję również.

 

Rozmawiała Izabella Szum

Centrum Psychoterapii i Seksuologii Empatia w Krakowie

Zobacz także:

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Jeżeli nie zgadzasz się na zapisywanie plików cookies, zmień ustawienia Twojej przeglądarki zgodnie z informacjami wskazanymi w Regulaminie strony.Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu.

Darmowy informator

Dziękujemy. Informator został wysłany na podany adres email.